Subaru Racing

Jazda na maxa


Koniec

To chyba koniec tego bloga, przynajmniej na razie..... Wszystko umarło. Cya!

Budowa a raczej odbudowa

Nadszedł w końcu czas, żeby odbudować auto po wypadku. Naturalnie pomysł został podtrzymany, żeby przygotować to auto zgodnie z przeznaczeniem, czyli zrobić z niego rajdówkę. Po wszelkich pracach blacharskich, auto zostało postawione na koła :>
Na razie niewiele można powiedzieć, bo dopiero się zaczyna prawdziwa robota i pomysły się zmieniają z dnia na dzień.
Kilka rzeczy jest jednak postanowionych: krótka, mocna skrzynia z STI GC8, zawieszenie KYB AGX, trochę przeróbek w środku i doprowadzenie zawieszenia do stanu używalności sportowej :>
Naturalnie całość wykonywana w dzierżoniowskim MTS Moto Technika Subaru. Z niecierpliwością czekam na efekty końcowe.
Póki co wszystko wygląda tak:



R.I.P. Mola

Żył jak król. Dzisiaj odszedł. Jakby był człowiekiem miałby pewnie ze 100 lat. Przeżył 17 lat. Był moim oczkiem w głowie, chociaż coraz rzadziej go mogłem widzieć. Nieraz dostałem od niego pazurami podczas zabawy. Odrapane ręcę to była u mnie norma, czasami jakaś szrama na twarzy, jak nie zdążyłem uciec :D Będzie mi go brakować...

Etykiety: ,

Elmot 2008

Ten rajd to zawsze był dla mnie jedną z najlepszych rund Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Polski. Przeważnie pamiętam go jako ciepłą, wręcz letnią imprezę z grillem w przerwach między OESami. Choć zdarzały się także lata, że stałem przemoknięty i marznący. Ale dla prawdziwego kibica to przecież nie problem :>

W tym roku było ciepło. Słonko spaliło mi jedną rękę, kark, trochę twarzy i nos :D
W piątek niestety nie mogłem się pojawić podczas pierwszego etapu, ale już sobotę zacząłem o 6 rano wyjeżdżając z Wrocławia w stronę Świdnicy. Razem z całą ekipą (chyba z 15 osób) ustawiliśmy się przy zjeździe z "patelni Walimskich" w stronę Walimia. I to był dobry wybór, bo mieliśmy okazją zobaczyć jak Michał Kościuszko ratuje się z konkretnej opresji. Szczerze mówiąc takie coś zdarza się chyba raz w życiu. Piszę oczywiście o wyjściu z opresji. Niestety wzburzony kurz po przejeździe nie pozwolił mi dokładnie zobaczyć tego incydentu, ale uderzenie kołem w krawężnik, dłuuuuugie hamowanie i po kilkudziesięciu sekundach odpalony na nowo silnik dał znać, że jakoś z tego wyszli. Na szczęście ludzi było przy tym dużo więc i materiałów jest trochę na sieci, więc pokażę co lepsze z nich z tego zdarzenia:



Oraz tutaj z trochę innej perspektywy:



Generalnie widać, że było ostro :>

Na następny odcinek udaliśmy się w okolice Sokolca, ale tam raczej nie działo się nic choćby w połowie dorównującego porannym przeżyciom z Walimia. Na ostatnią pętlę odwiedziliśmy znowu odcinek z Rościszowa, tym razem ustawiając się nad Walimiem, w okolicach wyjazdu z lasu na szerokiej "patelni" z bazaltowej kostki. Nawet zrobiłem tam niezłe foto Kacprowi w nowej furze. I w sumie nie jest to żadne mistrzostwo, ale jedno z niewielku fotek, jakie wyszły ostre :D Tak to przeważnie jest, że mam albo za cienki aparat, albo z dobry (wtedy ja jestem słaby przy nim :>). Nic to, zdjęcie poniżej, pełen luz, bo to wolny przejazd już był, ale to chyba nie powód, żeby nie "zapiąć boka" dla publiczności ;D



Koniec końców znowu Francuz wygrał imprezę, choć był tu po raz pierwszy. Tym większy szacunek dla niego. Drugi Kajtek Kajetanowicz też pokazał klasę konkurując z wychwalanymi (pewnie słusznie) rajdówkami klasy S2000 swoim N-grupowym Lancerem IX. Podróżujący Imprezami N14 nasi czołowi zawodnicy natomiast będą długo wspominać ten rajd głównie dlatego, że mieli więcej czasu od innych na przyglądanie się pięknym krajobrazom :>

Oczywiście impreza jak najbardziej udana, jak ktoś chce zobaczyć więcej fotek to jak zawsze zapraszam do Galerii.

Etykiety: , ,

Niskie Łąki CUP 2008 - druga eliminacja

Ostatnio pisałem o skromnym KJSie, dzisiaj było jego przeciwieństwo. Druga eliminacja Niskie Łąki CUP 2008 była dokładnie tym, czym poprzednia impreza nie była. Tłumy ludzi, dużo aut, świetna amosfera, grill, trasa co prawda w jednym miejscu ale za to jakieś 12 razy dłuższa, więc można się było najeździć. Do tego nawet pogoda dopisała. Nie będe się rozpisywał jakie auta jechały, bo wszystko można przeczytać na oficjalnej stronie włącznie z wynikami, ale zabawa była przednia. Tym bardziej, że miałem okazję 'pilotować' na jednej z pętli Virnika. Dzięki temu wiem, jaki potencjał posiada seryjny GT z porządnym kierowcą. Do tego slicki, zero "brania jeńców", poezja ;D Nie mogę się doczekać wyjechania z garażu moim GieTekiem.



Jak zawsze na zachętę foto z imprezy. Dalsza część w tutaj. Podziękowania dla Virnika za jazdę i Chilona, co się nie bał i trzaskał foty :>

Etykiety: , , , , , ,