Subaru Racing

Jazda na maxa


SuperOES na kieleckim torze

9 kwiecień 2005, 6 rano, wyjeżdzam z kumplem na pierwszą w tym roku eliminację na torze w Miedzianej Górze koło Kielc. Pogoda tragiczna, cały czas pada, może w Kielcach będzie sucho. Im bliżej jesteśmy Kielc, tym bardziej zdajemy sobie sprawę z tego, że nie mamy szans zdążyć na godzinę 10, o której zaczyna się cała impreza. Przyspieszamy i to ostro ;D

Wybija godzina 10:00, jesteśmy 20km od Kielc, a jeszcze do Miedzianej kawałek z Kielc. Wjeżdżamy na tor o 10:20, zawodnicy właśnie wyruszają na zapoznanie z trasą, my pytamy przypadkowego pana, wyglądającego na ‘kogoś kto tu rządzi’ czy możemy startować. O dziwo nie słyszymy sprzeciwu. Szybkie formalności, dostajemy ostatni numer (48) i wypadamy na tor na zapoznanie.

Jak zawsze spokojne zapoznanie wygląda jakby zawodnicy pierwszy raz jechali samochodem ;D
I nie mam tu na myśli bynajmniej umiejętności kierujących a po prostu czystą, żywą chęć sprawdzenia, jaka jest przyczepność i jak się w ogóle jeździ na torze. Oczywiście nie czynimy inaczej i już pierwsze zakręty mówią nam, że będzie super.



Nie napisałem najważniejszego: JEST SUCHO!!! Jak się potem okazuje, przynajmniej chwilowo.



Jako, że jesteśmy ostatni, możemy sobie spokojnie pooglądać, jak jadą inne załogi co jest nam na rękę, bo możemy sobie dokładniej zobaczyć jak przebiega trasa dzisiejszych prób. Przychodzi kolej na nas. Kaski na czaszki i jedziemy. Pierwsza próba wypada ok, szczególnie jak na debiut na tym torze. Powoli zdaję sobie sprawę, że nie próbuje nawet walczyć o czas, zawijając zakręty na ręcznym jak siedemnastolatek, co ukradł mamie autko. Ale szczerze mówiąc, nie potrafię przestać.



Kończymy pierwszą rundę, jeszcze każdy ma po dwa przejazdy. Zaczyna padać deszcz. Drugi przejazd jadę już bez pilota. Oczywiście asekuracyjnie, coby nie wypaść na trawkę. Ale na nic to, bo mylę na początku pierwszej próby drogę i dostaję limit. Nic to. Chwilkę potem wbijam jedynkę bez sprzęgła zapominając, że lewa noga jest na hamulcu, ehhhh. Nic to. Czasy próby takie sobie. Trzeci przejazd trasy też w delikatnym deszczu. Znowu jadę sam i czasy znowu bez rewelacji. Pod koniec drugiej próby trzeciego przejazdu kończy mi się ręczny. Ale już nie będzie raczej dzisiaj potrzebny.

Czekamy na wyniki posilając się w przyjemnym barze przy torze. 29-te miejsce w generalnej i 11. w klasie to wynik naszej dzisiejszej wycieczki. Dobrze jest. Następnym razem będzie lepiej. Trzeba poćwiczyć.



Podsumowując, impreza była świetna. Gdyby jeszcze było cieplej i jakbym nie musiał pokonywać połowy Polski żeby tam pojeździć to już w ogóle byłoby super. Wielkie dzięki organizatorom za zaproszenie i organizację całości. Mam nadzieję, że pojawię się następnym razem.

Podziękowania dla Arcamusa za pilotowanie mnie na torze i przez całą drogę. Chociaż na torze mu lepiej wychodziło niż na trasie ;P
Pozdrowienia dla załogi malucha nr 24 i 25 z którymi fajnie mi się gaworzyło a także dla Pani, co na starcie zrobiła mi zdjęcie :>