Subaru Racing

Jazda na maxa


Sylwestrowe upalanie

Ostatni dzień roku 2005. Sylwestrowa zabawa już za kilkanaście godzin. Panny myślą, w co by się tu dzisiaj ubrać, panowie - czym tu dzisiaj się nawalić :> A my myślimy jakby tu przejechać na lotnisko położone 40km od Wrocławia i sie nie zabić, bo warunki na drodze nieciekawe. Ale ruszamy…



O mało co, a impreza zaczęłaby sie i skończyła beze mnie. Na szczęście udało mi się na nią wyrwać. Spotkanie zostało wyznaczone o 8:30 na wylotowej drodze z Wrocławia. Oczywiście okazało się, że nie wszyscy zdążyli i wyjazd przeciągnął się chyba z godzinę. Mimo przeciwności losu zdecydowaliśmy się wytrwać w postanowieniach i odśnieżyć lotnisko korzystając z naszych aut.



Wyjechaliśmy. Ja na prowadzeniu, bo jako jeden z niewielu wiedziałem gdzie dokładnie sie kierujemy i jak tam dojechać. Inni jak nie przymierzając - kaczki (nie obrażając władz) za mną. Spotkanie było zaraz przy wyjeździe na autostradę, więc po minucie byliśmy już na ‘hajłeju’. Prawy pas czarny, lewy zaśnieżony, nie jest źle, 50% szans na przeżycie ;> Jedziemy więc tym czarnym.



Po około dwudziestu przejechanych kilometrach zauważyliśmy jakąś stłuczkę na przeciwległych pasach. Za chwilkę drugą, trzecią, czwartą. Im dalej tym więcej stłuczek. Pomyślałem sobie, że albo jest ślisko, albo ludzie nie potrafią jeździć. Sylwester dopiero za parę godzin, więc chyba po pijaku nie jeżdżą (jeszcze). Postanowiłem sprawdzić przyczepność, na ‘czarnym’ pasie, aby nie wywinąć niechcący w bandę. Wdepnąwszy lekko w hamulec poczułem nagłą blokadę kół, więc odpuściłem.
Werdykt był prosty: czarny pas tylko wyglądał na suchy, w rzeczywistości był pokryty lodem na całej szerokości. Szkoda, że dopiero po prawie trzydziestu kilometrach się o tym kapnąłem ;D
Od tej chwili wjechawszy dla odmiany na biały pas kontynuowaliśmy właśnie nim jazdę.



Do lotniska nie jest łatwo dojechać, jak się na nim nigdy nie było. Ale mając mnie jako przewodnika dojechaliśmy do celu. Ku naszemu (a na pewno mojemu) zdziwieniu, na pasie lotniska była już spora grupka ludzi i kilka aut. Początkowo pomyślałem, że to miejscowi sie nudzą i wpadli na ten sam pomysł, co my. Szybko okazało się, że to zorganizowana robota określonych kół, zwanych naszymi znajomymi, którzy od ładnej godziny na nas czekają :> Na nas, jak na nas. Okazało się, że bardziej czekali na nasze auta, głównie z tego względu, że jako czteropędy byliśmy w stanie szybko rozjeździć płytę lotniska na tyle, żeby można było bez problemu wjechać tam autem bez ryzyka zostania tam do wiosny. Śnieg sięgał mniej więcej progów przeciętnego auta. Po piętnastu minutach naszych zabaw, tor zaczynał przypominać cokolwiek.



Grupa, która na nas czekała była przygotowana, pudła (imitujące pachołki), profesjonalny pomiar czasu (karta i długopis), stolik sędziów (także pudła, ale już dwa), stoper (zegarek ręczny, sztuk jeden), nawet termos z gorącym napojem (nie wiem co w środku, nie dali mi spróbować). Jednym słowem profesjonalna, jak na nasze warunki obsługa. Po swobodnych przejazdach nadeszła główna część programu: jazda na czas. I zaraz na początku powiem, że jako jedynemu dane mi było wystąpić na letnich oponach, co odbiło się nie tylko na wynikach ale na moim złym samopoczuciu Mógłbym śmiało prosić o stworzenie osobnej klasy, ale jako, że byłbym sam w tej klasie, wolałem walczyć w klasie głównej a nawet w generalce ;>

Niestety nie doszła do mnie jeszcze lista startujących z czasami, ale jak tylko ją dostanę, to opublikuję, chociaż chwalić sie nie mam czym. Ostatnie miejsce w generalce to max, co mogłem zrobić na letnich oponkach.
Posumowując niezła zabawa i fajny klimat. Oby częściej takie spotkania, niekoniecznie na koniec roku :>