Tor w podkieleckiej Miedzianej Górze to mój faworyt od zawsze. Głównie przez rewelacyjny, śliski asfalt, na którym zawsze rewelacyjnie mi się jeździło. Aż do dzisiaj, gdyż okazało się, że na torze nie ma asfaltu. A dokładniej to jest, ale pokryty grubą warstwą lodu. Ale przecież wiadomo, że choćby nie wiem jaki lód, to nie wytraszy ludzi z Forum Subaru przed wjechaniem na niego. Miałem zaszczyt uczestniczyć oczywiście w tej imprezie swoją Imprezą oczywiście ;>

Z mojej strony cała akcja była dość spontaniczna i logistycznie skomplikowana. Jako, że nie lubię jeździć na takie eskapady w samotności, postanowiłem wziąć kogoś po drodze. Okazało się, że w przeddzień imprezy (piątek) jest impreza u znajomych w Krakowie, co pozwoliło mi trochę się przybliżyć do Kielc, nie ryzykując (jak zawsze) walki z czasem na trasie Wrocław - Kielce, aby tylko zdążyć.
Kogóż mógłbym zabrać na taką imprezę z Krakowa? No, oczywiście, że Monikę, po raz kolejny moją towarzyszkę w samochodowej wycieczce. Jako, że miejsca były jeszcze wolne, zabrałem dwóch znajomych z Krakowa. Musieliśmy co prawda przerwać dobrze zapowiadającą się nocną zabawę, aby rano spokojnie i w stanie niewskazującym wyruszyć na spotkanie z resztą subaromaniaków.

Z samego rana w sobotę, zabierając wszystkich współtowarzyszy podróży stawiliśmy się w umówionym miejscu, aby całą kolumną krakowiaków (i nie tylko) pojechać do Kielc. Po ponad godzinnej trasie udało nam się dotrzeć do celu. Czekała już tam na nas chyba najliczniejsza ekipa z Warszawy oraz z całej Polski.

Powitania, przywitania, szybki briefing, przedstawienie planu dzisiejszej zabawy i wjeżdżamy na pokrytą lodem powierznię (powinienem chyba napisać ‘taflę’) toru. Na dzień dobry oczywiście wspólna fotka przy ustawionych w rzędzie autach. Lepiej zrobić fotki na początku, póki auta są jeszcze całe
Na środku stawiamy zakupione w przeddzień spotkania przez jednego z forumowiczów Subaru Imprezę model 2006. Po obowiązkowej fotce powoli większość udaje się na start pierwszej próby. Niestety ja, z racji letnich opon przyjechałem tylko jako kibic. Następnym razem wystartuję na 100%.

Zapomniałem dodać, że na balach poprzedniego wieczoru wznosiliśmy dużo toastów w stronę szamanów pogodowych, którze wysłuchali nas i sprawili nam rewelacyjną, jak na tę porę roku aurę.
Już w drodze do Kielc zaczęło świecić słonko i praktycznie nie opuszczało nas na krok. Dzięki temu można było w tym mrozie wytrzymać i spokojnie robić zdjęcia nie narażając palców na odmrożenie.
Wynikiem tego jest masa zdjęć wykonana tego dnia, nie tylko przeze mnie, ale i przez towarzyszące mi osoby oraz resztę forumowiczów.
Same zmagania były trudne o tyle, że nawet na zimowych oponach lód był nieubłagalny. Auta zmagały się z prawami fizyki, nierzadko im ustępując, co czasami kończyło się obiciami, urwanymi tablicami rejestracyjnymi, zbitymi kierunkowskazami itp. Warto też dodać, że blaszane bandy pokryte były w tym dniu ogromnymi ilościami śniegu. Ale tylko wyglądały na mięciutkie. W praktyce zamarznięty śnieg na nich był twardy jak skała i spotkanie z taką śnieżną bandą nie było najmilsze, ani dla kierowcy ani tym bardziej dla auta. Dane mi było zasiąść na fotelu pasażera w Azraelowym Cossie’m, za co mu serdecznie dziękuję. W końcu niedługo wypad na tor Nurburgring do Niemiec, trzeba się przyzwyczajać :>

Wydarzeniem dnia miałybyć przejazdy Leszka Kuzaja, rajdowego Mistrza Polski sezonu 2005 ze zwycięzcami konkursu House. Zanim pojawił się sam Kuzaj, przyjechała jego rajdówka i mechanicy przygotowali ją do jazdy. Oczywiście na koła trafiły kolce, na których po takim lodzie powinno się właśnie jeździć ;D

I tutaj wielki ukłon w stronę Moniki, która poprosiła Leszka Kuzaja, żeby także mnie przewiózł. Nie było protestów ze strony mistrza Polski, tak więc zasiadłem na fotelu pilota. Ubrałem kask, przypiąłem się pasami, podpiąłem do interkomu i START. Wrażenie niesamowite. Opony z kolcami sprawiają, że auto trzyma się rewelacyjnie lodowej powierzchni. Do tego widać było profesjonalizm, koncentrację ale i spokój Leszka. Gdy wyjechaliśmy na fragment dużej pętli do lasu, wtedy poczułem się jak na prawdziwym oesie. Żałuję tylko, że tak krótko to trwało, bo mógłbym tak jeździć cały dzień :>
Jeszcze raz z tego miejsca dziekuję Monice oraz Leszkowi za odrobinę frajdy.

Po tak dużych przeżyciach poszliśmy coś w końcu zjeść. Po całym dniu bieganiny po zmrożonym krajobrazie trzeba było odzyskać siły. Niedługo potem zakończyły się jazdy po lodzie przez subarową ekipę. Mieliśmy wtedy odrobinkę czasu i sprawdzaliśmy przyczepność letnich opon na lodowej nawierzchni, szególnie na odcinku leśnym. Nawet nie piszę jak było, ale powróciliśmy stamtąd na własnych kołach a było już ciemno ;>
Przed samym wyjazdem Kuzi wsiadł na chwilę do Lancera, który przyjechał na tor i zrobił parę kółek. Niestety już nie tak szybko, jak treningówką na kolcach, ale mimo to z widoczną werwą i ostro, co widać na zdjęciu poniżej.

Powoli wszyscy zbierali się do wyjazdu z obiektu, więc my też żegnając się ze wszystkimi udaliśmy się zmęczeni w stronę Krakowa. Dziękuję wszystkim za świetną zabawę, atmosfera była rewelacyjna, oby częściej takie spotkania.

Z mojej strony cała akcja była dość spontaniczna i logistycznie skomplikowana. Jako, że nie lubię jeździć na takie eskapady w samotności, postanowiłem wziąć kogoś po drodze. Okazało się, że w przeddzień imprezy (piątek) jest impreza u znajomych w Krakowie, co pozwoliło mi trochę się przybliżyć do Kielc, nie ryzykując (jak zawsze) walki z czasem na trasie Wrocław - Kielce, aby tylko zdążyć.
Kogóż mógłbym zabrać na taką imprezę z Krakowa? No, oczywiście, że Monikę, po raz kolejny moją towarzyszkę w samochodowej wycieczce. Jako, że miejsca były jeszcze wolne, zabrałem dwóch znajomych z Krakowa. Musieliśmy co prawda przerwać dobrze zapowiadającą się nocną zabawę, aby rano spokojnie i w stanie niewskazującym wyruszyć na spotkanie z resztą subaromaniaków.

Z samego rana w sobotę, zabierając wszystkich współtowarzyszy podróży stawiliśmy się w umówionym miejscu, aby całą kolumną krakowiaków (i nie tylko) pojechać do Kielc. Po ponad godzinnej trasie udało nam się dotrzeć do celu. Czekała już tam na nas chyba najliczniejsza ekipa z Warszawy oraz z całej Polski.

Powitania, przywitania, szybki briefing, przedstawienie planu dzisiejszej zabawy i wjeżdżamy na pokrytą lodem powierznię (powinienem chyba napisać ‘taflę’) toru. Na dzień dobry oczywiście wspólna fotka przy ustawionych w rzędzie autach. Lepiej zrobić fotki na początku, póki auta są jeszcze całe
Na środku stawiamy zakupione w przeddzień spotkania przez jednego z forumowiczów Subaru Imprezę model 2006. Po obowiązkowej fotce powoli większość udaje się na start pierwszej próby. Niestety ja, z racji letnich opon przyjechałem tylko jako kibic. Następnym razem wystartuję na 100%.

Zapomniałem dodać, że na balach poprzedniego wieczoru wznosiliśmy dużo toastów w stronę szamanów pogodowych, którze wysłuchali nas i sprawili nam rewelacyjną, jak na tę porę roku aurę.
Już w drodze do Kielc zaczęło świecić słonko i praktycznie nie opuszczało nas na krok. Dzięki temu można było w tym mrozie wytrzymać i spokojnie robić zdjęcia nie narażając palców na odmrożenie.
Wynikiem tego jest masa zdjęć wykonana tego dnia, nie tylko przeze mnie, ale i przez towarzyszące mi osoby oraz resztę forumowiczów.
Same zmagania były trudne o tyle, że nawet na zimowych oponach lód był nieubłagalny. Auta zmagały się z prawami fizyki, nierzadko im ustępując, co czasami kończyło się obiciami, urwanymi tablicami rejestracyjnymi, zbitymi kierunkowskazami itp. Warto też dodać, że blaszane bandy pokryte były w tym dniu ogromnymi ilościami śniegu. Ale tylko wyglądały na mięciutkie. W praktyce zamarznięty śnieg na nich był twardy jak skała i spotkanie z taką śnieżną bandą nie było najmilsze, ani dla kierowcy ani tym bardziej dla auta. Dane mi było zasiąść na fotelu pasażera w Azraelowym Cossie’m, za co mu serdecznie dziękuję. W końcu niedługo wypad na tor Nurburgring do Niemiec, trzeba się przyzwyczajać :>

Wydarzeniem dnia miałybyć przejazdy Leszka Kuzaja, rajdowego Mistrza Polski sezonu 2005 ze zwycięzcami konkursu House. Zanim pojawił się sam Kuzaj, przyjechała jego rajdówka i mechanicy przygotowali ją do jazdy. Oczywiście na koła trafiły kolce, na których po takim lodzie powinno się właśnie jeździć ;D

I tutaj wielki ukłon w stronę Moniki, która poprosiła Leszka Kuzaja, żeby także mnie przewiózł. Nie było protestów ze strony mistrza Polski, tak więc zasiadłem na fotelu pilota. Ubrałem kask, przypiąłem się pasami, podpiąłem do interkomu i START. Wrażenie niesamowite. Opony z kolcami sprawiają, że auto trzyma się rewelacyjnie lodowej powierzchni. Do tego widać było profesjonalizm, koncentrację ale i spokój Leszka. Gdy wyjechaliśmy na fragment dużej pętli do lasu, wtedy poczułem się jak na prawdziwym oesie. Żałuję tylko, że tak krótko to trwało, bo mógłbym tak jeździć cały dzień :>
Jeszcze raz z tego miejsca dziekuję Monice oraz Leszkowi za odrobinę frajdy.

Po tak dużych przeżyciach poszliśmy coś w końcu zjeść. Po całym dniu bieganiny po zmrożonym krajobrazie trzeba było odzyskać siły. Niedługo potem zakończyły się jazdy po lodzie przez subarową ekipę. Mieliśmy wtedy odrobinkę czasu i sprawdzaliśmy przyczepność letnich opon na lodowej nawierzchni, szególnie na odcinku leśnym. Nawet nie piszę jak było, ale powróciliśmy stamtąd na własnych kołach a było już ciemno ;>
Przed samym wyjazdem Kuzi wsiadł na chwilę do Lancera, który przyjechał na tor i zrobił parę kółek. Niestety już nie tak szybko, jak treningówką na kolcach, ale mimo to z widoczną werwą i ostro, co widać na zdjęciu poniżej.

Powoli wszyscy zbierali się do wyjazdu z obiektu, więc my też żegnając się ze wszystkimi udaliśmy się zmęczeni w stronę Krakowa. Dziękuję wszystkim za świetną zabawę, atmosfera była rewelacyjna, oby częściej takie spotkania.