Subaru Racing

Jazda na maxa


Rajd Strzeliński '06

Wszystko zaczęło się całkiem niewinnie. Miałem jechać na “strzeliński” trochę jako widz, trochę jako pomoc zaprzyjaźnionej rajdowej załogi, kiedy to pilot owej załogi uzmysłowił mi, że mógłbym nie tylko patrzeć na zmagania zawodników a wręcz uczestniczyć w rajdzie w roli przecieraka, czyli popularnej “zerówki”. Pamiętam, że poprosiłem go grzecznie, żeby się popukał w czoło, ale z czasem zacząłem poważnie się nad tym zastanawiać. Do startu rajdu pozostał jeszcze miesiąc, więc miałem dużo czasu na przemyślenia i ewentualne przygotowania. Pominę tutaj szczegółowe historie na temat tegoż miesiąca przed rajdem. Koniec końców napisałem prośbę do Automobilklubu Sudeckiego o uwzględnienie mnie na liście ewentualnych chętnych do przejechania trasy przed zawodnikami. Na cztery dni przed rajdem dostałem telefon od organizatorów, że zostałem wybrany do startu z numerem ‘00′. I tutaj się dopiero zaczęło.



Jak zawsze problemem okazał się brak czasu, pieniędzy oraz części, które przydałoby się wymienić. A zasługiwały na to tylne łożyska, tylko szczęki hamulcowe w tarczobębnach i co się okazało na 3 dni przed rajdem delikatnie ślizgające się sprzęgło. Co prawda załatwiłem sobie nowe sprzęgło z dociskiem, ale z braku czasu nie wymieniłem. O wiele bardziej przyłożyłem się do ‘lansowej’ strony całego przedsięwzięcia. Aby nie odróżniać się zbytnio od rajdowej braci auto zostało oklejone reklamami sponsorów ;>



Po oklejeniu wiadomo, co trzeba zrobić - przetestować auto, czy naklejki pasują Na odcinek testowy wybraliśmy tereny podwrocławskich wiosek niedaleko zaprzyjaźnionego zakładu samochodowego (na wszelki wypadek). Oczywiście testy przebiegły pomyślnie i nawet mały incydent z najechaniem na stos cegieł nie zepsuł nam humorów Zapomniałem dodać, że mój pilot, którym był Bats, dojechał specjalnie z Krakowa na tę okoliczność i oczywiście na odcinku testowym docieraliśmy system opisu trasy, którego i tak z racji jazdy “zerówką” nie mogliśmy mieć :>

Dzień przed imprezą pojechaliśmy na spotkanie organizacyjne w bazie rajdu, którym był “Hotel Maria” w Strzelinie. Otrzymaliśmy wskazówki, książkę drogową, reklamy organizatora, krótkofalówki oraz sygnalizatory dźwiękowo-świetlne, wymagane regulaminowo na wszystkich autach organizatora. Wypada napisać, czym tak naprawdę są “zerówki”. To trzy auta jadące odpowiednio z numerami ‘000′, ‘00′ oraz ‘0′. Mają za zadanie sprawdzić zabezpieczenie trasy a w szczególnych przypadkach informować CKR (Centrum Kierowania Rajdem) o napotkanych problemach, jeśli takie występują. Z wiadomych względów auta nie mają rajdowego wyposażenia (klatka bezpieczeństwa, system przeciwpożarowy itp.), chociaż zdarza się, że jako zerówki jadą rasowe rajdówki. Czasy uzyskiwane przez zerówki nie są nigdzie liczone, chociaż jak najbardziej posiadają kartę drogową jak “prawdziwi” zawodnicy.



Nadszedł w końcu dzień rajdu. Zameldowaliśmy się z samego rana w bazie rajdu, skąd pojechaliśmy na jego oficjalne rozpoczęcie, które miało miejsce na strzelińskim rynku. Podczas, gdy ceremonia startu dopiero się zaczynała, my już ruszyliśmy na pierwszy OES. Jako, że nasz opis był tylko uzupełnieniem książki drogowej, a do tego był niekompletny i z błędami rozpoczęliśmy spokojnie. Zresztą taki był plan od początku. Opanować adrenalinę, nie dać się ponieść emocjom a w końcu pojechać tak, żeby nie zezłomować auta ani siebie. Prawie nam się udało ;>



Rajd składał się z trzech OESów przejeżdżanych trzykrotnie, prawie 100km odcinków specjalnych. Większość odcinków prowadziła przez ciekawe tereny podstrzelińskich wiosek. Momentami było bardzo wąsko, dużo szybkich fragmentów, kilka szutrowych łączników, przejazd przez kopalnię bazaltu, nawet jedna hopa, na której oderwaliśmy się od asfaltu i wyskoczyliśmy kilka metrów. Nie ukrywam, że kilka fragmentów sprawiło nam niemały kłopot. Na trzecim OESie, z racji podsterownego auta, uderzyliśmy felgą w krawężnik. Jak sie okazało potem, do parku serwisowego wjechaliśmy bez powietrza i z uszkodzoną felgą. Na szczęście pożyczyłem od jednej z załóg dwa koła i tylko dzięki temu pojechaliśmy dalej. Co prawda w innym rozmiarze, ale liczyło się, że jedziemy dalej.



Nasz przejazd został niestety przerwany z powodu tragicznego wypadku. Jedna z załóg uderzyła w grupę kibiców zabijając dwie z nich. Trzecie w ciężkim stanie została zabrana do szpitala. Nie moja sprawa z tego miejsca oceniać, kto zawinił. Czy zabezpieczenie trasy czy naiwność i bezmyślność kibiców. Obu stronom współczuję. Rajdy to niestety niebezpieczny sport i jak widać wszystko się może zdarzyć. Piękne, sportowe widowisko zostało przyćmione tragicznym wypadkiem. Oby takie zdarzenia nie miały już miejsca.

Pozostaje mi na koniec podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do naszego startu w tej imprezie:

- Panu Marianowi Rolskiemu z AK Sudeckiego za zgodę na uczestnictwo w rajdzie
- Michałowi Całkowi za namówienie do uczestnictwa, pożyczenie kół i miejsca w serwisie
- Batsowi za pilotowanie, które wyszło mu świetnie i za brak strachu podczas OESów :>
- Kubie za fotografowanie moich zmagań przez 3 dni
- Markiemu za pomoc w zapoznaniu się z trasą rajdu
- Mariuszowi za przygotowanie auta do sportowych zmagań
- Patrykowi (Patrycji) za odstąpienie sprzęgła i kibicowanie
- znajomym na OESach
… oraz wszystkim innym, bez których mój start nie doszedł by do skutku.