II KJS o Puchar Dziekana Wydziału Mechanicznego PWR
0 Comments Published by g on niedziela, 1 kwietnia 2007 at 17:37.
Prima aprilisowa impreza nie była tylko dowcipem. KJS o Puchar Dziekana przypominał mini rajdzik. Rozgrywany w kilku miejscach wrocławia, z dojazdówkami na kilku nawierzchniach i na kilku obiektach.
Kilkadziesiąt załóg w różnych klasach, super pogoda, masa emocji.
Zaczęło się oczywiście badaniami kontrolnymi, które trwały i trwały. Potem start sprzed budynków Politechniki Wrocławskiej. I start do pierwszej próby, na którą trzeba było dojechać oczywiście. Pierwsza próba przypominała bardziej wyścigi na 1/4 mili, tyle, że z hamowaniem Generalnie nie było na co patrzeć, więc ominąłem ją dalekim łukiem. Natomiast druga próba to już całkowita przeciwność poprzedniej. Parking z kostką, mnóstwo zakrętów i szerooooko. Naturalnie królował tu Kacper w “kanciaku”. Ze względu na dużo zakrętów stosunkowo dużo załóg pomyliło drogę za co dostało “taryfę”. Mi osobiście podobał się przejazd załogi w maluchu (silnik z innego auta, nie pamiętam nazwisk załogi).

Drugi odcinek był pamięciowo trudny, ale był niczym w porównaniu do odcinka numer 3 Tutaj ponad 50% pomyliła drogę, czemu się nie dziwię. Adrenalina robi swoje. Prawdopodobnie po tym odcinku Virnik postanowił ocalić życie swojej Subarki i wycofał się z rajdu. Chodzą słuchy, że użył niedozwolonego systemu napędu rakietowo-odrzutowego (patrz foto) i został zdyskwalifikowany ;>

Późniejszej próby na kąpielisku nie było niestety dane mi pooglądać, za to trafiłem na ostatni odcinek KJSu rozgrywany na boisku szutrowym obok akademików Akademii Medycznej. “Medycy” nie byli jednak wyrozumiali dla rajdowych załóg. Najczęstszym pytaniem z balkonów akademika było “Kiedy to się skończy?”. Załamani takim brakiem gościnności kibice przedstawiali im wersję: “Jutroooo!!”
Kilkadziesiąt załóg w różnych klasach, super pogoda, masa emocji.
Zaczęło się oczywiście badaniami kontrolnymi, które trwały i trwały. Potem start sprzed budynków Politechniki Wrocławskiej. I start do pierwszej próby, na którą trzeba było dojechać oczywiście. Pierwsza próba przypominała bardziej wyścigi na 1/4 mili, tyle, że z hamowaniem Generalnie nie było na co patrzeć, więc ominąłem ją dalekim łukiem. Natomiast druga próba to już całkowita przeciwność poprzedniej. Parking z kostką, mnóstwo zakrętów i szerooooko. Naturalnie królował tu Kacper w “kanciaku”. Ze względu na dużo zakrętów stosunkowo dużo załóg pomyliło drogę za co dostało “taryfę”. Mi osobiście podobał się przejazd załogi w maluchu (silnik z innego auta, nie pamiętam nazwisk załogi).

Drugi odcinek był pamięciowo trudny, ale był niczym w porównaniu do odcinka numer 3 Tutaj ponad 50% pomyliła drogę, czemu się nie dziwię. Adrenalina robi swoje. Prawdopodobnie po tym odcinku Virnik postanowił ocalić życie swojej Subarki i wycofał się z rajdu. Chodzą słuchy, że użył niedozwolonego systemu napędu rakietowo-odrzutowego (patrz foto) i został zdyskwalifikowany ;>

Późniejszej próby na kąpielisku nie było niestety dane mi pooglądać, za to trafiłem na ostatni odcinek KJSu rozgrywany na boisku szutrowym obok akademików Akademii Medycznej. “Medycy” nie byli jednak wyrozumiali dla rajdowych załóg. Najczęstszym pytaniem z balkonów akademika było “Kiedy to się skończy?”. Załamani takim brakiem gościnności kibice przedstawiali im wersję: “Jutroooo!!”